W ostatni weekend maja postanowiliśmy odpocząć, wybierając się na krótką wyprawę w góry. Tym razem postawiliśmy na komunikację miejską - w nocnym pociągu w obie strony znaleźliśmy cały przedział dla siebie, więc udało nam się przespać po kilka godzin. W Zakopanym jesteśmy około 9 rano - chcąc teraz dostać się do pensjonatu nie byłoby sensu już wyruszać w góry, zostawiamy więc bagaż na dworcu PKP, jemy śniadanie w okolicznym barze i wyruszamy.
Planując trasy warto opierać się na mapie szlaków: MAPA
 |
Tatry |
Kiry | Dolina Kościeliska | Jaskinie
Jedziemy busem do Kir i przez Dolinę Kościeliską idziemy do jaskiń: Mroźnej, Smoczej Jamy, Raptawickiej i Mylnej. Obejście opisanej trasy zajęło nam bez pośpiechu około 6 godzin. Jaskinia Mroźna (szlak czarny na lewo) jest płatna, oświetlona i pełna ludzi, ale robi fajne wrażenie - szczególnie na początek :) Po wyjściu z niej ruszyliśmy dalej na szlak żółty przez Wąwóz Kraków do Smoczej Jamy (w wąwozie po lewej stronie zaczną się drabinki w górę). "Jama" to - w odróżnieniu od tego, co myślałam - wcale nie symboliczna nazwa :o Byłam przerażona wejściem do czarnej dziury w dół i poważnie rozważałam obejście skały dookoła (klaustrofobia), ale przecież nie zostawię Kamila samego w tej otchłani -.- O rety, było przerażająco, bałam się odwrócić od światła latarki z przodu. Na ostatnim odcinku, gdzie trzeba z jamy wyjść wpinając się po łańcuchu w górę, Kamil musiał mnie wciągać - aczkolwiek gdyby nie mokra od deszczu skała, dałabym radę i o swoich wątłych siłach. Po wyjściu czeka nagroda: opada poziom adrenaliny i przychodzi błogie uczucie mieszanki satysfakcji, ulgi i napadu śmiechu :) Szlak prowadzi przez trawiastą polanę ku głównej drodze i, ku naszemu zdziwieniu, wychodzimy dosłownie kawałeczek dalej od miejsca, w którym z niej schodziliśmy. Idziemy więc dalej aż do drogowskazów prowadzących na szlak czerwony/czarny na schody w górę: do Jaskiń Raptawickiej i Mylnej. Tu już czeka nas większy wysiłek: schody prowadzą dość ostro cały czas w górę, a podejście do Raptawickiej jest dosłownie pionowe. Zabawiliśmy tu tylko chwilę - weszliśmy do dziury, rozejrzeliśmy się i zawróciliśmy do Mylnej, bo siąpiący deszcz nie zachęcał do postojów. W Jaskini Mylnej popatrzyłam tylko przez Okna Pawlikowskiego, gdyż czołganie się po ciemnych, wilgotnych tunelach to zdecydowanie nie moja bajka... Zaczęło już porządnie padać, więc narzucamy peleryny i szybko (no dobra, wcale nie tak szybko kiedy woda leci po kamieniach...) schodzimy tą samą drogą. Porządnie zmarzliśmy i przemokliśmy, ale i tak było warto! :) Było około godz. 17, kilka busów stało przy wejściu do Doliny i zbierało wracające tłumy.
 |
Jaskinia Mroźna |
Kuźnice | Hala Gąsienicowa | Kasprowy Wierch | Czerwone Wierchy | Giewont
Z Zakopanego jedziemy busem do Ronda Jana Pawła II ( rondo kuźnickie), a stąd pieszo wzdłuż ulicy pod górkę do Kuźnic. Kierujemy się do szlaków przy kolejce linowej, tu odbijamy na prawo, wchodząc na
żółty szlak idący przez
Dolinę Jaworzynki. Trochę żałujemy, że nie wybraliśmy szlaku na wprost za mostem - niebieskiego - idącego granią przez
Skupniowy Upłaz. Oba te szlaki idą prawie równolegle, z tym że my szliśmy często przez las i krzaki, a tamci piękną granią... Ostatecznie szlak żółty spotyka się z
niebieskim i podąża do Schroniska przy
Murowańcu. Obieramy przy nim szlak żółty, idąc piękną doliną
Gąsienicową, zatrzymując się przy ławeczkach na nacieszenie oczu i kanapkę :)
Żółtym szlakiem idziemy aż do
Suchej Przełęczy, gdzie zaczynamy szlak
czerwony ku Kasprowemu i ubieranie kolejnych warstw ubrań. Podejście okazuje się nieco trudniejsze, niż sądziliśmy - przy szczycie leży topniejący śnieg, w związku z tym szlaku nie widać, wszyscy idą na oślep ku kolejce starając się nie zsunąć. Tym razem
Kasprowy nas rozczarował... Rok temu byliśmy w tym miejscu dosłownie 2 kalendarzowe tygodnie później i było zielono i "przestronnie". A teraz powitały nas ogromne, paskudne siatki rozłożone wzdłuż przepaści jako środek bezpieczeństwa (z racji śniegu) dla turystów wjeżdżających kolejką... Odchodzimy szybko w kierunku
Czerwonych Wierchów, gdzie dopiero możemy cieszyć się widokiem. Czerwony szlak prowadzi dalej granią przez Wierchy aż do
Kopy Kondrackiej i jest to obecnie mój ulubiony odcinek ze względu na krajobraz. Przy Kopie schodzimy na szlak
żółty do
Przełęczy Kondrackiej i na szlak
niebieski na Giewont. Najbardziej męczące okazało się zejście z Giewontu na
Halę Kondratową - godzina schodków w dół porządnie nadwyręża łydki i palce u nóg :) Do Kuźnic docieramy całkiem wcześnie, około 17, ale nie mamy już sił na piesze dotarcie do ronda, więc podjeżdżamy busikiem (2 zł).
 |
W drodze przez Czerwone Wierchy |
 |
Hala Gąsienicowa |
Palenica Białczańska | Wodogrzmoty Mickiewicza | Dolina Roztoki | Dolina 5-ciu Stawów | Wodospad Siklawa
Do Palenicy jedziemy busem (10zł!) i ruszamy z ogromnym tłumem aż do
Wodogrzmotów Mickiewicza. Tutaj tłum nieco się rozchodzi: większość idzie dalej asfaltem do
Morskiego Oka, my odbijamy na prawo w las, szlakiem
zielonym przez
Dolinę Roztoki ku Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Blisko szczytu, po dojściu do
Rzeżuchy, mamy dwie opcje: iść prosto dalej szlakiem zielonym przy
Wodospadzie Siklawa, lub podejść stromym szlakiem
czarnym na lewo. My wybieramy drugą opcję i czołgamy się pod górę. Na górze przechadzamy się wzdłuż jezior rozważając, czy iść dalej na Zawrat, a może ruszyć stąd nad Morskie Oko. Planowaliśmy dłuższą trasę kończącą się w Kuźnicach, ale pogoda i warunki panujące w wyższych partiach gór zmusiły nas do powrotu do Palenicy - przy okazji schodzimy więc odcinkiem zielonym, przechodząc przy wodospadzie. Busy do Zakopanego kursują do około godz.18 - warto mieć to na uwadze planując swoją trasę łącznie z czasem powrotu.
 |
Dolina Pięciu Stawów |
Kiry | Siwa Polana | Polana Chochołowska
Na Polanę Chochołowską najlepiej wybrać się z okolic parkingu przy
Siwej Polanie: w sezonie podjeżdżają tam busy, jest też parking (w maju nikogo w budce nie było, ale latem jest płatny). Niezmotoryzowani, przy braku kursujących busów, muszą dojść asfaltową drogą z przystanku z Kir. Przez dolinę idziemy zielonym szlakiem aż do
Kapliczki Św. Jana Chrzciciela na wzniesieniu, gdzie wpisujemy się do pamiątkowej księgi. Ze względu na deszcz postanowiliśmy zawrócić przy schronisku, ale zdecydowanie warto pochodzić jeszcze po kilku szlakach w okolicy.
 |
Polana Chochołowska |
Gubałówka | Butorowy Wierch
Ostatniego dnia mieliśmy do zagospodarowania kilka godzin przed podróżą, tak więc wybraliśmy coś lekkiego, przy czym za mocno się nie ubrudzimy. Po spacerze w parku miejskim przedarliśmy się przez
Krupówki i weszliśmy na
Gubałówkę szlakiem przy kolejce. Po drodze oczywiście zatrzymaliśmy się na polanie aby poleżeć i podziwiać zakopiańską panoramę :) Na górze udaliśmy się na spacer w stronę
Butorowego Wierchu (w lewo), co było świetnym posunięciem - tłumów brak, cisza i spokój. Na końcu znajduje się kolejka linowa zjeżdżająca do
Kościeliska - naprawdę warto! Na górze kupiliśmy bilet w obie strony, więc jak pochodziliśmy trochę po wioseczce wróciliśmy na górę i zeszliśmy do Zakopanego.
 |
Gubałówka |
Kocham podróżować nawet z dziećmi.
OdpowiedzUsuń